Menu

Kolonie letnie - Stegna 2008

W sierpniu z inicjatywy Ks. Proboszcza odbyły się kolonie letnie dla dzieci z naszej parafii. Z tej formy wypoczynku skorzystało ok. 20 dzieci. Opiekę nad grupą sprawowała s. Kamila, p. Renata i ks. Sławek. Pomagała także grupa rodziców. Więcej o koloniach w relacji s. Kamili.

Powrót

Dobrze – bo wszędzie razem i na wesoło

 

        Nie trudno nam było się zebrać i ruszyć z Warszawy do Stegny, ponieważ  nie było nas dużo. Zaledwie dwadzieścioro dzieci pod opieka trojga wychowawców. Towarzyszyło nam dobre słowo i silna wiara Ks. Proboszcza : „wszystko jest pod kontrolą, nawet pogoda będzie znakomita !”... I tak w strugach deszczu dotarliśmy do pięknego ośrodka „Polar” w Stegnie. Czas, kiedy ziemia piła chciwie  ogromne ilości wody, nasza grupa (bardzo zróżnicowana wiekowo, bo od 2 lat do 14 + 6 osób dorosłych) nie marnując ani chwili, robiła swoje... Już pierwszego dnia dokonaliśmy rozpoznania najbliższego terenu i chociaż był sztorm przywitaliśmy się z morzem poprzez wejście na pas plaży, tocząc ZACIĘTĄ WALKĘ Z WIATREM, aby nam nie porwał parasoli i kapeluszy; rozegraliśmy też kilka setów w siatkówkę – już bez parasoli. Nie minął nam ani jeden dzień bez nawiedzenia naszego morza.

Wreszcie nadeszły upalne dni i można było wykazać się sprytem na morzu:

- kto umiał pływać, próbował uciec ratownikowi, ale oczywiście bez skutku. Ostry gwizdek sprowadzał uciekinierów na ziemię.

-kto tego nie potrafił, mógł się do woli chlapać przy brzegu, zakopywać po szyję  w piasku, budować superfortece i drążyć podziemne korytarze.

            Gdy Ksiądz Sławek wraz z opiekunkami ograł wszystkich w siatkówkę i pozwolił namięknąć do woli w  wodzie najbardziej zagorzałym pływakom ruszyliśmy w dalsze okolice. Z zawrotną prędkością około 30 km na godz. dostaliśmy się do Jantara specjalną kolorową kolejką (wąskotorową). W Jantarze, zgodnie z określeniem młodszego uczestnika, zwiedziliśmy „pasiekę strusi”. Określenie to łączy oczywiście dwa w jednym: pasiekę pszczół i wybieg dla strusi.(Nawiasem mówiąc, nie daj Boże, aby strusie latały na wzór pszczół. Z miodu w wielkich ilościach byśmy się pewnie cieszyli, ale co by było, gdyby nas zaatakowały żądłami?)

            Kolejnego dnia była piesza wyprawa do Sztutowa i muzeum  na terenie obozu koncentracyjnego. Były to chwile które poświęciliśmy refleksji, wspólnej modlitwie za wszystkich ludzi, także małe dzieci, niewinnie pomordowanych przez niemieckiego okupanta. Szczerze współczując ofiarom tamtych kaźni zatrzymywaliśmy się z powagą przy licznych na tych terenach miejscach pamięci.

            Na terenie ośrodka nasi ministranci dbali o kondycję fizyczną i chcąc dorównać sportowcom zrywali się już rano na, nie tylko gimnastykę poranną, ale i jakiś „meczyk” piłki nożnej. Stąd coraz większe sukcesy odnosili w rozgrywkach z kadrą pedagogiczną.

Na prośby najmłodszych dziewczynek potrafili się nawet bawić wspólnie na dyskotekach.(Najbardziej wytrwałą tancerką okazała się 2-letnia uczestniczka- wielkie brawa dla niej!)

            Codzienna, wspólna  Msza św., którą odprawiał w Ośrodku nasz dyrektor Ks. Sławek, przywracała siły, radość i chęć do życia, czyli psocenia dzieciom, a dorosłym cierpliwość i hard ducha – aby nie dać się sprowadzić na manowce.

We mszy św. chętnie uczestniczyli także gospodarze ośrodka i to oni ocenili nasze „parafialne dzieci” jako niezwykle miłe, ciepłe, sympatyczne. Mamy zaproszenie już na następny rok i pewnie chętnie z tego skorzystamy.

            W drugim tygodniu turnusu zrealizowaliśmy całodniową wyprawę do Gdańska. Pomimo gwaru, tłoku na targu Dominikańskim nie zgubiliśmy naszego przewodnika, który zaznaczał swoją obecność ogromnym parasolem. Wsłuchując się w mądre i krzepiące słowa z historii Gdańska i Polski odkrywaliśmy najcenniejsze zabytki kultury chrześcijańskiej: Bazyliki Mariackiej, B. Archikatedralnej w Oliwie z przepięknymi organami i nn.

            Po powrocie została nam jeszcze sama Stegna z zabytkowym kościołem i jego unikalnymi płótnami (450 m kwadratowych).Dostaliśmy nie tylko pozwolenie, ale nawet zaproszenie do odprawienia i udziału we Mszy św. w tym historycznym i niezwykłym miejscu od miejscowego Ks. Proboszcza.

            Tak więc WSZĘDZIE I  ZAWSZE WSZYSCY RAZEM. Najmłodsi i najstarsi, słabsi i mocniejsi, nieśmiali i rozbrajająco śmieszni. Świadczą o tym choćby nasze pseudonimy, ciekawe kto z rodziców będzie potrafił dopasować je do poszczególnych osób???? „Syrenka”?, „Struś”? „Bumerang”?, „Chopin”? „Jerzyk”?, „Filipinka”, Vanish”?

            Wielkie, wielkie dzięki wszystkim, którzy włożyli jakikolwiek wysiłek w tę dobrą sprawę. Bóg zapłać wszystkim za wszystko. 


s. Kamila


Sonda

Czy masz już na swojej półce książkę "Dwa Jubileusze" o historii naszej parafii?

tak

nie

nie, ale zamierzam


Z życia parafii

Licznik

Liczba wyświetleń:
14215975

Wyszukiwanie