Galeria z kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII

fot. Joanna Kowalska

Powrót

Kanonizacja Jana Pawła II i Jana XXIII


  RZYM  I NIE TYLKO …

24/25 kwietnia 2014 r. godz.100 w nocy.

      Spod Bazyliki na ul. Kawęczyńskiej  wyrusza 50-osobowa grupa do Włoch, na kanonizację  Ojca Św. i do innych rejonów. Wszyscy w komplecie. Jeszcze tylko ostatnie sprawdzenie dowodów, paszportów, euro, buziaki  i jedziemy. Część osób jest z  Anina, resztę poznamy w trakcie pielgrzymki. Ja jadę ze swoją młodszą córką Weroniką i Małgosią, koleżanką z Caritasu. Weroniczka jedzie po raz pierwszy, w tym roku kończy 18 lat i postanowiliśmy zafundować jej tę podróż. Cieszymy się że zobaczy trochę świata  i  wkroczy w dorosłe życie ze Św. Janem Pawłem II. Każdy jedzie z jakąś intencją, dziękczynną bądź błagalną. Małgosia miała 3 m-ce temu wypadek i jak sama mówi, ma za co Bogu dziękować. Porusza się jeszcze o kuli ale da radę . Mamy dobrą opiekę lekarską (lekarz i dwie pielęgniarki) i duchową,  ks .prałat, ks. kanonik i ks. Darek, nasz dawny wikariusz a obecnie Dyr. Caritasu w Warszawie.  Poznajemy naszego pilota. Wysoki blondynek z kucykiem. Już po  krótkiej rozmowie wiemy, że będzie super. Modlimy się i zapadamy w drzemkę. Przed nami cała noc jazdy. Jedzie dwóch panów kierowców więc jesteśmy spokojni. Naszym celem jest Altotting na terenie Bawarii w Niemczech. Tam mamy pierwszy nocleg i zwiedzanie miasteczka.

II dzień

         Rano w kaplicy łask przed figurą Czarnej Madonny sprawujemy Mszę św. a następnie zwiedzamy Bazylikę Św. Anny i kościół Ojców Kapucynów z sarkofagiem Św. Brata Konrada. Około 10-tej udajemy się w kierunku Rzymu, 20 godzin jazdy. Jedziemy autostradą, dzień jest piękny więc podziwiamy otaczającą nas przyrodę. Mijamy polskie autokary i samochody osobowe. Pan Łukasz  mówi co zobaczymy, jest świetnie przygotowany, mówi ciekawie i dużo, wtrąca anegdoty i żarciki. Mówi z pamięci piękną polszczyzną. Planujemy dotrzeć  do Watykanu ok.12-tej w nocy.

Do granicy austriackiej tylko 15 km , ale tak szybko jej nie przekroczymy. Czerwona lampka informuje kierowców o awarii. Bardzo wolno zjeżdżamy na najbliższy parking. Wszyscy jesteśmy  poddenerwowani, zawiodła elektronika, z którą kierowcy nie mogą sobie dać rady. O Matko, przecież my musimy dojechać do Rzymu. Czas mija ale nikt nikogo nie popędza. Nad małym jeziorkiem, niektórzy spacerują inni cichutko odmawiają zdrowaśki. Wiemy już, że z Austrii jedzie serwis, jeśli nie zreperują to dostaniemy zastępczy autokar. Po godzinie przyjeżdżają. Victoria! Udało się naprawić.

Jest 15.00- godzina Miłosierdzia, Jezus nad nami czuwa, ruszamy. Mamy 4 godziny opóźnienia. Piękne widoki wynagradzają nam stracony czas. Austria jest piękna. Każda górska miejscowość wygląda jak z pocztówki. Górne partie Alp pokryte śniegiem, na dole zieleń i kwitnące kwiaty. Jedziemy wzdłuż Dunaju przez Tyrol i jego piękną stolicę Innsbruck.

 

         W tym czasie  w kościele w Aninie rozpoczyna się Wieczorne Czuwanie. Po 19-tej dzwoni moja komórka, łączymy się telefonicznie z wiernymi. Słyszalność nie jest najlepsza, ale nie o to chodzi. Jedziemy między górami więc czasami tracimy zasięg. Pozdrawiamy wszystkich i cieszymy się, że duchowo jesteśmy razem. Wszyscy chwalą Pana Waldka za pomysłowość i zazdroszczą nam takiego organisty. I słusznie bo P. Waldek to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Brawo P. Waldku!, W Rzymie za Pana się pomodlimy.

III dzień

Do Rzymu  docieramy o 3.30. do przejścia mamy ponad 2 km. Spieszymy się. Zabraliśmy ze sobą krzesełka i mały prowiant. Małgosia, chociaż z kulą to nie zostaje w tyle. Dzielna kobieta, pocieszamy ją, że do 10 –tej będzie mieć 6 godzin na odpoczynek. Po 4-tej docieramy w okolice Placu św. Piotra.

Pilot  Łukasz  proponuje nam miejsce  oczekiwania na Kanonizację. Zostajemy na końcu alei ale na wprost ołtarza i 10 m od telebimu. Patrzymy na dwa portrety wiszące na ołtarzu.

Via Della Conciliazione to główna aleja prowadząca na Plac Św. Piotra, jak u nas Aleja Najświętszej Marii Panny w Częstochowie. Widzimy tłumy ludzi, siedzących, stojących i śpiących na ulicach. Z minuty na minutę napływa coraz więcej pielgrzymów.

 

       Obok nas dwie studentki. Jedna źle się czuje i prosi o leki p/bólowe. Po krótkiej rozmowie okazuje się że to po prostu skurcze żołądka z głodu. W ostatniej chwili udało im się przylecieć samolotem z Krakowa. Wzięły ze sobą tylko bilety, dowody i 2 batoniki. Małgosia wyciąga z plecaka bułki, kabanosy i coś do picia. Dziewczyny jedzą a my się uśmiechamy, że tak niewiele trzeba aby kogoś „uzdrowić”. Leki nie były potrzebne.

       Wszędzie słychać różne języki ale polski dominuje. Razem z innymi turystami tworzymy małą polską wysepkę. Obok nas Meksykanie i Amerykanie. Noc jest dość chłodna ale atmosfera gorąca. Nacierające tłumy powodują, że co jakiś czas ktoś mdleje. Włosi niestety nie są dobrze przygotowani. Nie ma sektorów  i barierek oddzielających. Brak noszy do ewakuowania chorych do ambulansu. Włosi torując drogę przeraźliwie krzyczą i gwiżdżą. Widać, że trochę ich to przerasta. Porównujemy jak było w Polsce podczas wizyt Ojca Świętego i na Beatyfikacji. My się sprawdziliśmy a harcerze roznosili wodę nawet w trakcie Mszy św. Włosi rozdawali ją kilometr od Watykanu. Mimo tego nic nas nie przeraża. Obserwujemy telebimy. Przed 9–tą pojawiają się głowy państw.

          Punktualnie o 10–tej rozpoczyna się Kanonizacja Ojca Św. Jana Pawła II i Jana XXIII. Wszystko dobrze  widzimy i słyszymy. Mamy małe radyjka ze słuchawkami  i  na falach 93,3 uczestniczymy w Mszy Św. po polsku. Świeci słońce, zrobiło się ciepło, wszyscy szczęśliwi. W odpowiednich momentach bijemy brawa bo to przecież Nasz Człowiek, Wielki Człowiek, rodak, kochający wszystkich i kochany przez wszystkich. Cieszę się, że 27 lat temu w Castel Gandolfo dane mi było osobiście uścisnąć Mu dłoń a później być na Jego grobie.

 

Msza się kończy. Odczuwamy niedosyt. Jeszcze ostatnie pożegnanie i wzdłuż Tybru, udajemy się na  miejsce zbiórki. Małgosia zostawia krzesełko, jest zbyt zmęczona aby je nieść z powrotem. Może komuś się przyda Jesteśmy uskrzydleni duchowo. Po krótkim spacerze udajemy się do oddalonego o ok.60 km. hotelu. W autokarze dowiadujemy się od pilota, że w nocy skradziono polski autokar. Na dodatek z tego samego biura z którego my jedziemy. Rzym, centrum miasta, jedni się modlą a inni kradną. Włosi to potrafią.

 

IV dzień

      Godz.10.00.  Na Placu św. Piotra uczestniczymy w Mszy św. Dziękczynnej. Mamy miejsca siedzące, ok. 30 m od ołtarza. Widzimy prezydenta z małżonką i inne znane osobistości. Jest pięknie.

 

Po mszy dzielimy się na dwie grupy. Jedni idą z ks. Darkiem do grobu Ojca świętego (4 godziny czekania w kolejce) inni zwiedzają Rzym z pilotem.

      Podziwiamy Forum Romanum – starożytne centrum życia publicznego, religijnego, politycznego i sądowego, Zamek Świętego Anioła i Panteon- jedyny budynek antycznego Rzymu, który w niezmienionym stanie przetrwał do naszych czasów. Po środku ogromnej kopuły znajduje się otwór o średnicy 9 m – jedyne źródło światła dziennego. Mury gmachu mają 7 m grubości i skrywają kości pierwszych chrześcijan. W 609 r. papież Bonifacy IV wyświęcił Panteon na kościół p.w Matki Boskiej Męczenników. W dniu Jej święta rzymianie, na znak męczeństwa wrzucają płatki czerwonych róż.

      Przechodzimy  na Plac Navona, utworzony na planie spłaszczonej elipsy.   

W czasach antycznych znajdował się tu stadion, z którego z kolei powstał wielki cyrk cesarza Denicjana. Przy placu znajduje się kościół Św. Agnieszki , 13 – letniej męczennicy.

       Odwiedzamy Bazylikę św. Jana na Lateranie  i Święte Schody.  Bazylika jest jedną z czterech Bazylik patriarchalnych ,,Matka i głowa wszystkich Kościołów miasta i świata’’- jak głosi łaciński napis na fasadzie. Święte Schody, które wg tradycji pochodzą z placu Piłata w Jerozolimie. Po nich miał stąpać Chrystus prowadzony do Poncjusza Piłata. Odnalazła je w 335r. Św. Helena i przywiozła do Rzymu. Wierni przemierzają je na kolanach. 

Podziwiamy Rzym i robimy bardzo dużo zdjęć. Weronika jest w swoim żywiole. Podoba jej się wszystko, zafascynowana jest nawet małymi szczegółami na fasadach domów. Pozdrawiamy mijających nas Polaków. Kupujemy pamiątki dla rodziny i znajomych.

Dalej są Schody Hiszpańskie i najpiękniejsza fontanna Rzymu di Trevi. Podziwiamy rzeźbę Neptuna i posągi symbolizujące zdrowie i obfitość. Są też dwa reliefy. Jeden  przedstawia młodą dziewczynę, prowadzącą spragnionych żołnierzy rzymskich do źródła drugi Agryppa – zięcia cesarza Augusta, który kazał sprowadzić w 19 r.p.n.e specjalnym akweduktem wodę do tego miejsca. Jest zwyczaj aby wrzucić do fontanny pieniążek, lewą ręką przez prawe ramię, wówczas jeszcze się tu wróci.  Ja wrzuciłam. Kiedyś.   Weronika nie może blisko podejść. Są tłumy ludzi. Robimy tylko zdjęcie. Po przejściu ok. 50 m okazuje się, że zgubiła się jedna z uczestniczek. Grupa czeka a pilot z Weroniką ruszają na poszukiwania. Dobrze, że funkcjonują komórki. Pani Irenka odnajduje się przy fontannie a Weronika wykorzystuje moment i wrzuca pieniążek.  Ale radocha że się udało, może jeszcze tu przyjedzie.  Już nikogo nie brakuje, wracamy do swoich. Wiemy, że odwiedzili już grób Świętego J.P. II.  Przed wejściem do autokaru podziwiamy Bazylikę św.  Pawła za Murami, Tu w 1850 r. podczas prac remontowych odkryto grób św. Pawła.

 Wiemy, że jest największym po Bazylice św. Piotra kościołem Rzymu. Niestety jest już 19.00 i nie możemy wejść do środka.

V dzień

     W  planie mamy  Monte Cassino i San Angelo. Wjeżdżamy autokarem na górę. Jestem tu czwarty raz i za każdym razem wydaje mi się, że wzgórze jest wyższe. Widoki piękne więc Weronika robi zdjęcia. Ja mam lęk przestrzeni więc staram się nie patrzeć przez okno, dobrze że siedzę w środkowym rzędzie.

Pan kierowca wykazuje się niezwykłym kunsztem, wjeżdżając wijącymi się serpentynami po stromym zboczu. Bijemy brawa i udajemy się do Opactwa Benedyktyńskiego.

 

W czasie II wojny światowej miały tu miejsce walki pomiędzy wojskami alianckimi a niemieckimi. W bitwie brał udział II Korpus Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Andersa. Nasi żołnierze jako pierwsi  zawiesili biało-czerwoną flagę po zdobyciu wzgórza. Znajdujący się tu klasztor Benedyktynów stał się w owym czasie najważniejszym duchowym miejscem chrześcijańskiej Europy i świadkiem bitwy o Monte Cassino.

 

Nasi księża razem z inną polską grupą odprawiają na cmentarzu Mszę św. Składamy bukiet biało-czerwonych kwiatów z  zatkniętą  polską flagą i śpiewamy ,,Czerwone maki na Monte Cassino’’. Po wzgórzu niesie się echo śpiewanych pieśni a w oku kreci się łza wzruszenia.

     Udajemy się do Gargano, płd - wsch. części półwyspu apenińskiego. Widoki zapierają dech w piersiach, soczysta zieleń drzew i przepiękne górskie wodospady. Na wysokości 860 m n. p. m  wznosi się  Bazylika św. Michała Archanioła. Jest to jedyna na świecie  świątynia, której nie  konsekrowała ludzka ręka. Znajduje się w grocie , do której schodzi się po 86 stopniach. Niebiańska Bazylika składa się  z dwóch części: nagiej skały, miejsca wybranego przez Boga i nawy będącej wyrazem czci dla świętości. W prezbiterium stoi wykonana z marmuru rzeźba św. Michała Archanioła, który zwycięża szatana. Grota jest tak piękna że nie chce się z niej wychodzić. Niestety,  słońce już zachodzi więc udajemy się na nocleg do hotelu w okolice San Giovani Rotondo.

 

W międzyczasie integrujemy  się i wymieniamy wrażeniami. Poznajemy siedzące za nami Panią Ewę z Anina i panią profesor jęz.angielskiego z warszawskiego liceum, przed nami dwóch panów, fajnych.

     Odnośnie hoteli to są 3 i 4-gwiazdkowe. Czyste i o dobrym standardzie. Kładziemy się spać ok.23-ej, wstajemy bardzo rano. Ale nie narzekamy. Wyśpimy się w domu.

VI dzień

     Po śniadaniu robimy mały rekonesans  po  okolicy. Jest pięknie. Przy hotelu jest basen a wokół gaj oliwny. Na drzewach dojrzewają żółciutkie cytryny i granatowo –zielone figi.

Robimy dużo zdjęć bo w Polsce tego nigdy nie zobaczymy.

 

Wyjeżdżamy do znajdującego się na wzgórzu Sanktuarium O. Pio. Region dotknięty jest częstymi trzęsieniami Ziemi. Zwiedzamy przepiękną Bazylikę M.B. Łaskawej, kościół Ojca Pio i podziwiamy nowoczesny kompleks Szpitala zwanego Domem Ulgi w Cierpieniu. Uchodzi on za jeden z najbardziej prestiżowych szpitali we Włoszech. Nad wszystkim wznosi się  Via Crucis - monumentalna Droga Krzyżowa, która wspina się po stoku Monte Castellana. Droga składa się z 16 rzeźb z brązu i jednego posągu z marmuru przedstawiającego Madonnę z Dzieciątkiem.

      W chwili wolnego czasu dajemy się skusić na zrobienie wspólnego zdjęcia i oprawienie go w kalendarzu. Płacimy po 5 € i na 2015 r. mamy fajną pamiątkę.

 

      Przed nami droga do Lanciano, miejsca Cudu Eucharystycznego. To tu znajduje się monstrancja połączona z kielichem, w którym zamknięto małe, ważące kilkanaście gramów relikwie cudu, który miał miejsce 12 wieków temu. Tutaj pewien  mnich z Konstantynopola wątpiący w obecność Chrystusa w konsekrowanej Hostii, podczas Mszy św. ujrzał Cheb zamieniony w Ciało i Wino zamienione w Krew. Mnich doznał duchowego szczęścia, które wypełniło jego duszę. Cud został zatwierdzony 17 lutego 1574r przez biskupa Lanciano. Przed cudowną Hostią  zostawiamy Bogu swoje intencje i udajemy się w kierunku Asyżu.

VII dzień

      Asyż  położony jest w regionie Umbria, w prowincji Perugia i jest najbardziej znanym miejscem narodzin Św. Franciszka i Św. Klary. W 1997r. silne trzęsienie ziemi spowodowało zawalenie się części sklepienia Bazyliki. Zginęło czterech zakonników w tym jeden Polak. Dzisiaj Bazylika jest odrestaurowana. Możemy w niej podziwiać  relikwie św. Franciszka i przepiękne freski Cimabue, Giotta i Pisano. Oprowadza nas franciszkanin – polak tu  mieszający . Serdecznie się z nim żegnamy i ruszamy do Padwy.

Padwa to uniwersyteckie miasto które od 600 lat wykształciło niezliczone rzesze umysłów. Byli wśród nich Dante, Petrarka i Galileusz ale też M. Kopernik i J. Kochanowski. Z braku  czasu zwiedzamy tylko Bazylikę św. Antoniego wzniesioną w stylu romańsko- gotycko- bizantyjskim. Wewnątrz Bazyliki znajduje się kaplica Santa Marie Mater Domini, w której złożone są zwłoki św. Antoniego. Podziwiamy zamknięte w relikwiarzu o kształcie serca, język i szczękę Świętego.

Zatrzymujemy się przy sarkofagu by choć przez chwilę do Niego westchnąć. Czas nagli więc udajemy się do autokaru na nocleg. Dzielnie pokonujemy ok.400km. Pilot sprawdza się na 6 z plusem. Wiemy że mimo 30 propozycji wyjazdowych jakie otrzymał, to jednak nam się trafił. Czujemy się prawdziwymi wybrańcami .Z takim pilotem to na koniec świata!

VIII dzień

     Ranek wita nas chłodem i deszczem. Z okien autokaru podziwiamy Adriatyk ,udajemy się do Wenecji. Do centrum miasta płyniemy tramwajem wodnym ok. 40 min. Wenecja to miasto na wyspie którego głową państwa  był doża (książę),sprawujący funkcję dożywotnio. Jest miastem kanałów, ustawicznie podtapianych. Patronem jest św. Marek, którego relikwie złożone są w Bazylice. Tutaj w podziemiach uczestniczymy w Mszy Świętej.

     Ze względu na swoją przepiękną architekturę oraz nietypowe położenie Wenecja znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Po wyjściu ze Świątyni podziwiamy Pałac Dożów-siedzibę władców i rządu Wenecji. Jest to 3- kondygnacyjny budynek. Na parterze i piętrze posiada arkadowe loggie. Ściana II piętra ozdobiona jest płytkami dwukolorowego kamienia. Całość wieńczy ażurowa attyka. Skrzydło usytuowane wzdłuż kanału Pałacowego łączy Most Westchnień z budynkiem nowego więzienia. Most swą sławę zawdzięcza

XIX- wiecznym romantycznym pisarzom. Wg ich wyobrażeń przechodzący tamtędy skazańcy mieli tęsknie wzdychać do swych ukochanych pozostających na wolności i do ,,wolnego świata’’, który widzieli ostatni raz przed odbyciem kary lub w ogóle ostatni raz w życiu.

     Zostawiamy piękną Wenecję i tramwajem wodnym zwanym vaporetto udajemy się w drogę powrotną. Przed nami ostatni nocleg w Brnie. I długa podróż do Polski. W Dzień Święta  Konstytucji 3 Maja zajeżdżamy na mszę św. do Częstochowy. Dziękujemy Matce Bożej za Włochy i Kanizację Dwóch  Świętych Jaka szkoda, że to już koniec naszego podróżowania. Ale czy na pewno dla mnie i mojej rodziny  J?

Może jeszcze kiedyś tam wrócimy, przecież Weronika wrzuciła pieniążek do fontanny. Lewą ręką przez prawe ramię.

 

Swoimi wrażeniami podzieliła się

Danuta Szczepaniak z córką Weroniką

z Anina

 

 

 

WSPOMNIENIA Pani Joanny

 

Miałam to szczęście i łaskę być na Placu św. Piotra podczas kanonizacji Jana XXIII i naszego ukochanego Jana Pawła II. Już sama podróż autokarem do Włoch dała możliwość wyciszenia się i pokornego znoszenia trudów podróży. Zawsze jak przytrafiają mi się cięższe chwile, gdy wydaje mi się że już nie dam rady- mam przed oczyma obraz Świętego Jana Pawła II, który znosił o wiele więcej trudów i przyjmował je ze spokojem jako łaskę. „Totus Tuus” mając w pamięci te słowa można znieść o wiele więcej. Decydując się na wyjazd na kanonizację zdawałam sobie sprawę jak trudno będzie się dostać na Plac św. Piotra. Prawdę mówiąc nie liczyłam na to, że uda mi się na nim znaleźć. Czuwanie rozpoczęło się wieczorem 26kwietnia. Gdy jechaliśmy do Rzymu w oddali w mieście błyskały pioruny i grzmiało- Rzym spowiły czarne chmury i rozszalała się burza. Wszyscy obawiali się złej pogody podczas czuwania. Zaufaliśmy jednak w tej sprawie Bogu. Przed 21-wszą staliśmy już przy jednej z bocznych uliczek wiodącej na Plac św. Piotra. Po burzy nie było śladu. Wszystkie boczne uliczki wypełnione były wiernymi. Staliśmy ściśnięci od czasu do czasu podchodząc parę kroków do przodu. Plac był zamknięty- dopiero przed 6-tą rano otwierano go dla pielgrzymów. Sama nie wiem kiedy cała noc minęła. Wszyscy staliśmy ściśnięci i przed 6-tą ruszyła ludzka fala. Chwała Bogu, że nikomu nic się nie stało. Było bardzo tłoczno i ze wszystkich stron napływali ludzie. To, że udało mi się wejść na Plac uważam za cud. Stałam bardzo blisko samej uroczystości, zaraz za krzesłami rozstawionymi dla zaproszonych osobistości. Ze wzruszeniem oglądałam obraz naszego Papieża zawieszony przy oknach po lewej stronie Bazyliki. Przed uroczystością był czas na zadumę i refleksję. Przedstawiłam swoje prośby Papieżowi i oczekiwałam mszy. W uroczystości mogłam wziąć czynny udział dzięki książeczce z pieśniami i modlitwami, które rozdawali wolontariusze. Byłam naprawdę wzruszona i szczęśliwa, że mogę być tu wraz z innymi i oddać cześć naszemu Papieżowi. Sama uroczystość była skromna. Po obu stronach Bazyliki wisiały obrazy kanonizowanych Papieży. Przed Stołem Pańskim ustawione było półkole z kwiatów i nic ponadto. Odniosłam wrażenie, że surowa i skromna sceneria była celowo zaaranżowana przez Papieża Franciszka. Najważniejsi podczas uroczystości byli święci Papieże i na nich powinniśmy skupić swoją uwagę i modlitwy. Plac św. Piotra jak i cały Watykan oraz Rzym w tym dniu należał do polaków. Wszędzie słychać było rozmowy prowadzone w naszym ojczystym języku. Niektórym wiernym udało się otrzymać róże z grobu świętego Jana Pawła II. Mała dziewczynka widząc, że nie mam kwiatka oderwała od swojej róży płatek i podarowała mi go. Otrzymałam relikwię- dzięki dobremu sercu dziewczynki. Nasz święty Papież był dla nas świętym znacznie wcześniej. Teraz prosimy Go o łaski i dziękujemy za wstawiennictwo. Ja sama pragnęłabym również ofiarować świętemu coś od siebie. Wiem, że każdy mały krok, jakieś wyrzeczenie są miłe naszemu Papieżowi. Postaram się, aby Jego przekaz był dla mnie zawsze żywy. Żebym umiała żyć zgodnie z Jego wskazówkami- tyle mogę dać od siebie, choć mam świadomość, że święty Jan Paweł II dał mi znacznie więcej. 

 

 

                                                                                                                  Parafianka Joanna